Wszystko mogłoby wyglądać inaczej gdyby mojego gruczolaka i związaną z nią akromegalię wykryto wcześniej. Ale tak nasz kraj urządzony, że większość z lekarzy stosuje tzw "spychoteraipę". O gruczolakach mówi się za mało. Za mało poświęca się temu uwagi. A dość często można spotkać osoby z gruczolakami. Tylko najpierw trzeba zacząć mówić o chorobie. Przekonałam się o tym na własnym przykładzie. Od samego początku, nie traktowałam swojego guza jak coś poważnego. Miałam do niego podejście raczej jak do anginy. Trzeba swoje "odcierpieć", "odboleć", "odleżeć" i przechodzi. I cały czas żyję z takim podejściem. Nie przerażam się, nie panikuję (choć czasem jak wiadomo zdarzają się trudniejsze i gorsze chwile). Moje nastawienie pozwalało mi otwarcie mówić o tym co mnie spotkało. I kiedy ktoś widział moją otwartość też zaczynał się otwierać. I nagle okazało się, że znajomy znajomego, albo syn pani co robi badania albo córka siostry dentystki też mają gruczolaka. Tak więc trzeba zacząć mówić o tym i uświadamiać ludzi i cały czas myślę jak to zrobić. Ja sama jedna dużo nie zdziałam ale w połączeniu z innymi, którym zależy na tym tak, jak mnie, mogłoby się udać. Póki co robię małe kroki a jednym z nich jest ten oto blog. A teraz wróćmy już do "spychoterapii". Moim zdaniem wywodzi się ona właśnie z "małomówności" na temat gruczolaków. Człowiek nie wie jakie objawy powinny zaczać go niepokoić, na które powinien zwrócić szczególną uwagę. Lekarzom na studiach coś tam o tym wspomną, zrobią z tego egzamin a potem wiedza nieutrwalana się ulatnia. I kiedy przychodzi ktoś i mówi o objawach, a często są to objawy których nikt nie wiąże z guzem w głowie, lekarz zaczyna go leczyć na coś innego albo spławia pacjenta stwierdzeniem, że mu się wydaje. Ja zostałam kilkakrotnie spławiona w taki właśnie sposób. Bo jest pani młoda, wszystko się ureguluje po ciąży, wydaje się pani, jest pani przewrażliwiona. A ja do cholery nigdy nie należałam do osób, które z byle bólem paluszka biegną do lekarza. Ale czemu się dziwić...Lekarze w małych miejscowościach przyzwyczajeni są do leczenia nadciśnienia, cukrzycy, chorób wieńcowych, cholesterolu i dziecięcych przeziębień. Na tym zamyka się ich świat. Nie poszerzają swojej wiedzy w innych kierunkach. Bo gdyby było inaczej to może na moje "tracę czucie w ręce czasami, powiększają mi się stopy, szybko się męczę" nikt nie odpowiedziałby; "żyła pani przeskoczyła, opuchlizna stóp i przemęczenie wynikają z tego, że pani przytyła, proszę ograniczyć słodycze." "Siedząc" już trochę w temacie akromegalii i gruczolaków wiem, że brak czucia brał się z opuchnięcia stawów, opuchnięcie stawów od zwiększonej wagi i od zatrzymywania wody w organizmie, większa waga i zatrzymywanie wody od zmienionego i zaburzonego metabolizmu, zły metabolizm powodowało za dużo hormonu wzrostu. Mogłabym wymienić takich łańcuchów przyczynowo-skutkowych strasznie dużo. Na to też przyjdzie czas. Jedno jest pewnie...człowiek mając guza podświadomie czuje, że coś z nim jest nie tak...i jeśli sam nie zaangażuje się w swoje leczenie i nie będzie drążył tematu to marne jego szanse. Chyba, że trafi na lekarski wyjątek. Ale o wyjątkach będzie innym razem. Dobranoc :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz